MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

„Boża-męka” i inne figury. Zamojszczyzna jest nimi usiana. Tylko w powiecie biłgorajskim jest ich podobno 1500

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
Początek lat 60. ubiegłego wieku. Figura i krzyż przy ul. Młyńskiej w Zamościu. Autor Tadeusz Radziszewski, z negatywów przekazanych do APZ przez Teresę Radziszewską
Początek lat 60. ubiegłego wieku. Figura i krzyż przy ul. Młyńskiej w Zamościu. Autor Tadeusz Radziszewski, z negatywów przekazanych do APZ przez Teresę Radziszewską Archiwum Państwowe w Zamościu
„Figurą nazywają włościanie krzyż Pański, znak i przypomnienie męki Zbawiciela. Lecz nazywają także figurą kapliczki małe, np. św. Jana, Matki Boskiej Bolesnej i różnych Świętych, przy gościńcach, albo przy drożynach w miejscach na to wybranych stawiane przez pobożnych fundatorów, którymi prawie zawsze są (dziś) włościanie — pisał w 1884 r. Oskar Kolberg w tomie swoich dzieł, który poświęcił Lubelszczyźnie. „Figury krzyżów nazywają także Bożą-męką, i nadają jej jeszcze przymiotniki pochodzące od materyałów z jakich są robione lub jakiemi ozdobione np. murowana Boża Męka, blaszana Boża-męka, żelazna Boża-męka itd.”.

Jedną z najstarszych, murowanych „Bożych-męk” w naszym regionie możemy nadal oglądać przy ul. Świętego Piątka w Zamościu. To jedna z najciekawszych budowli w Zamościu. Z XVII-wieczną figurą świętego Piątka wiąże się wiele legend i opowieści. Jest okazała, ma ok. 7 metrów wysokości. To ośmioboczny cokół, który podtrzymuje kapliczkę ze scenami Męki Pańskiej.

Z rogatek w zaświaty

Można na niej także zobaczyć wyrzeźbione twarze brodatych mężczyzn. W źródłach pisze się o nich jako o „maskach”. Robią one niezwykłe wrażenie. Bo niektóre surowe twarze przypominają jakby wyobrażone przez Greków oblicza Zeusa i jego olimpijskich boskich podwładnych (może to skojarzenie jest nie na miejscu, ale samo się nasuwa). Tego typu oblicza można także zobaczyć w innych miejscach miasta. Są one podobne do płaskorzeźb umieszczonych m.in. w zamojskiej katedrze oraz w sieniach staromiejskich kamienic. Możliwe, że wszystkie powstały w warsztacie Jana Wolffa, XVII-wiecznego zamojskiego dekoratora.

Tak czy owak uważa się, że kapliczka miała charakter wotywny. Z jakiego powodu? Według jednej z legend ufundował ją pewien bogaty kupiec ormiański, który w Wielki Piątek (stąd prawdopodobnie dziwna nazwa tej figury) został w tym miejscu napadnięty przez zbójów. Cudem udało mu się wyjść cało z opresji. Dlatego z wdzięczności za „boską interwencję” wystawił murowaną kapliczkę. Według innej legendy w tym miejscu, za murami Zamościa wykonywano w piątki wyroki śmierci. Sceny Męki Pańskiej miały być może ułatwić skazańcom przejście z rogatek miasta… w zaświaty. Tę wersję mogą potwierdzać szczątki ludzkie, które w latach 20. ub. wieku Jan Altmajer, jeden z okolicznych mieszkańców, znalazł podczas sadzenia drzew w pobliżu figury.

Jak wyliczył w jednej ze swoich książek zamojski historyk Krzysztof Czubara, należały one do co najmniej kilku, a może kilkunastu osób. Te kości w asyście księdza zostały ponownie pochowane w ziemnym kopcu, na którym stała niegdyś ta niezwykła figura. Nie tylko one się tam znajdują.

„W latach dwudziestych XX stulecia wąską i niebrukowaną ul. św. Piątka wykładano białym kamieniem” - pisał Krzysztof Czubara. „Podczas prac odnaleziono płytko zakopane pod ulicą i ciasno poukładane ludzkie szkielety. Robotnicy bezceremonialnie ściosywali te szczątki łopatami i gdzieś wywozili. Potem zasypali te miejsca piaskiem i ułożyli kamienie (ulica została nimi wówczas wybrukowana)”.

Tajemnic jest więcej. W okolicach figury św. Piątka oraz przy ul. Orlej znajdują się podobno dawne lochy i tunele. Opowiadają o nich okoliczni mieszkańcy. Są to prawdopodobnie stare wyrobiska kamienia. Czy ich budowę można jakoś wiązać z figurą św. Piątka? Nie wiadomo.

— Może pogrzebano przy niej budowniczych tych tuneli, którzy zginęli podczas prac. Niewykluczone też, że w sąsiedztwie figury pochowano ofiary jakiejś epidemii. Wiele ich przecież było kiedyś w Zamościu — zastanawia się jeden z mieszkańców domu przy ul. św. Piątka. — Wiadomo też, że szczątki ludzkie były kiedyś wykopywane w różnych miejscach tej części miasta, np. w ogródkach czy sadach. Ludzie nie bardzo wiedzieli, co z nimi zrobić. Dlatego grzebano je przy tej kaplicy.

— Powierzano je opiece świętego Piątka — dodaje jedna z okolicznych kobiet. — Ale z tego, co wiem, nie ma takiego świętego.

Modli się pod figurą, a diabła ma za skórą

„Pobożnych ludzi zwyczajem jest, że przed figurą czapki zdejmują, żegnają się, pacierze mówią. Opowiadają o pewnym znakomitym Żydzie kupcu ze Szczebrzeszyna, który już nie żyje, a który odbywając w interesach różne podróże, jeżeli miał furmana chłopa katolika, a ten gdy jechał około figury a czapki nie zdjął, już dalej z nim jechać nie chciał, jako z człowiekiem nie mającym wiary” — opowiadał Oskar Kolberg w drugiej połowie XIX w. Dodawał: „Najwięcej można widzieć figur na krzyżowych drogach, czyli jak oni lepiej mówią: na rozstajach. A podróżny pytając się (we wsi) o drogę (za wsią i dalej), zyskuje odpowiedź: od figury trzeba się wziąść na prawo, albo na lewo, albo średnią drogą”.

Jak zauważył Kolberg, figury w dawnych czasach stawiano w naszym kraju z różnych powodów. „Jeden stawia dlatego, aby złe z krzyżowej drogi ustąpiło; — drugi, żeby mu się dzieci dobrze chowały, bo już troje zaprowadził do grobu; — inny, żeby mu się wiedła pasieka i owoce — tłumaczył ten niezwykły uczony. –To jednakże uważają, za rzecz pewną, iż gdy komu dziecię umrze, a zaraz postawi figurę, już mu potem żadnego (dziecięcia) Pan Bóg nie zabierze”.

Nic dziwnego, że Zamojszczyzna jest wręcz usiana kapliczkami, krzyżami, figurami św. Jana Nepomucena czy m.in. frasobliwymi Chrystusami. Można je oglądać wśród pól i lasów czy przy wiejskich drogach niemal w każdej miejscowości.

„Stare te zabytki wiejskiej sztuki i budownictwa giną z rokiem każdym i przyjdą czasy, w których z powodu samej starości zginą zupełnie” - wieszczył w 1900 r. Zygmunt Gloger. „Dopóki więc istnieją tu i ówdzie, choć nie zawsze piękne lub ciekawe, ale zawsze dające obraz miejscowej kultury, powinny być ołówkiem lub fotografją odtworzone i zebrane z całego kraju”.

Zagrożone były też zwyczaje związane z figurami. Niektóre z nich miały dość dziwny, osobliwy charakter. Tak było także w naszym regionie.

„Zgrozą napełnia przechodnia przyczepianie szmat do figur z uprzedzenia, iż ten kto swoją szmatę uczepił, pozbędzie się brzydkiej i uporczywej choroby (…)” — notował Oskar Kolberg. „Mówią, że w samą północ i w samo południe, nikt nie potrafi obejść dziewięć razy figury przeciw wschodu słońca, a patrząc na jej wierzchołek; bo już za siódmym razem taki strach bierze człowieka, że aż włosy wstają na głowie. Za dziewiątym razem chwyta człowieka za bary czyli za ramiona lucyper i pyta: czego potrzebujesz? - Wszystko natenczas od niego mieć można, ale z duszy kwita”.

Ta opowieść naprowadziła Oskara Kolberga na pewien wniosek. „Może z powodu takich zabobonów urosło przysłowie: Modli się pod figurą, a diabła ma za skórą?” — zastanawiał się.

Pan Pana wybawił

Słowo „kaplica” pochodzi podobno od łacińskiego wyrazu „cappa”, czyli płaszczyk. Tą nazwą określano kiedyś małe budynki, drewniane szopki i daszki, które miały chronić jakieś „świętości”. Jak tłumaczy Gloger — ludzie bogaci stawiali takie budowle przy pałacach, dworach czy domostwach. Ubodzy budowali natomiast skromne daszki nad figurami świętych, swoich patronów. Nazywali je zdrobniale kapliczkami. „Pobożna szlachta, mieszczanie i kmiecie, budowali wszędzie takie kapliczki i figury. Przy każdym miasteczku i dworze, wsi i drogach rozstajnych znajdowało się po kilka” — tłumaczył Gloger.

Nie wszędzie były takie same. Przy mostach i brodach stawiano kapliczki z figurami Jana Chrzciciela, a w okolicy bagien i rozlewisk — Jana Nepomucena. Wspomagały ich inne religijne „budowle”. Gdy np. pojawiały się jakieś wieści o epidemiach, ustawiano je z różnych stron miast i wsi. Na skrzyżowaniu dróg w Jacni w gminie. Adamów stoi jeden z takich krzyży, o trzech poprzecznych ramionach. Niektórzy błędnie kojarzą go z prawosławiem. To jednak katolicki krzyż, zwany karawaką (można powiedzieć, że do specjalnych zadań), który miał właśnie chronić ludzi m.in. przed zakaźnymi chorobami. Podobni stoi m.in. w Szewni Dolnej.

Krzyże ustawiano często na rozstajach dróg, które były ulubionymi miejscami nieczystych mocy. Tam pojawiały się także figury Matki Boskiej czy różnych świętych (fundowano je np. w podzięce za uratowanie zdrowia, szczęśliwe małżeństwo itd.), a także np. figury Chrystusa Frasobliwego. Zbawiciel był przedstawiany zawsze w pozycji siedzącej, z głową wspartą na dłoni. Dumał podobno nad „nędzą polskiego ludu”. Im okolica była biedniejsza, tym stawiano ich więcej.

„Były to zwykle rzeźby z drzewa, bez wartości artystycznej; zdarzały się jednak niekiedy, lubo rzadko, roboty poprawne” — tłumaczył Zygmunt Gloger.

Niektóre takie „poprawne” figury były okazałe. Zwykle nie fundowali ich jednak chłopi. Taki napis można było przeczytać na jednej z nich: „Jak długie senatorskie życie — Pan wie, bo go uchował od bystrej rzeki — Tanwie. A że Pan Pana od śmierci wybawił przeto Pan Panu figurę postawił” — figurę z takim napisem miał według Oskara Kolberga ufundować w okolicach Księżpola Feliks Antoni Łoś (1737–1804), dumny senator, generał wojsk koronnych, kasztelan oraz właściciel pałacu w Narolu. Była to podzięka za wybawienie go od utonięcia w nurtach Tanwi, która wezbrała na wiosnę.

Święta z lwicą u stóp

Najwięcej kaplic i krzyży można podobno zobaczyć na Zamojszczyźnie w gminie Biłgoraj, np. w miejscowości Sól. W niektórych miejscach stoją one niemal przy każdym domostwie, w odległości kilkudziesięciu metrów od siebie. Część z nich ma ponad stuletni rodowód, i podobno często stoi w miejscu tych, które były tam wcześniej.

Szacuje się, że tylko w powiecie biłgorajskim istnieje nadal prawie 1500 takich sakralnych budowli. Na brak krzyży i świątków nie mogą też narzekać m.in. mieszkańcy Tomaszowa Lubelskiego.

Niektóre z nich są nietuzinkowe. Na skwerze przy ul. Lwowskiej stoi pochodząca z 1782 r. figura św. Tekli. Ma ona podobno chronić mieszkańców miasta od dręczących ich chorób, także zarazy, wojen czy innych nieszczęść. Święta przedstawiona jest z lwicą u stóp. W Kolonii Kryłów można natomiast zobaczyć niezwykłą figurę św. Mikołaja. Leży przy niej kamienny wilk. Wierzono, że w tym miejscu mogą odnaleźć pomoc ślepcy oraz ludzie sparaliżowani. Wilk pomagał także podobno w pokonaniu „niemocy płciowej”.

od 7 lat
Wideo

Pogoda na Boże Ciało i długi weekend

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na bilgoraj.naszemiasto.pl Nasze Miasto