Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Ukraińcy zmęczyć się nie mogą. Felieton kresowy Pawła Bobołowicza

Paweł Bobołowicz, Radio Wnet, Stop Fake PL
W kwietniu ubiegłego roku ukraińskie wojska wyparły Rosjan z podkijowskich miejscowości. Do Buczy, Hostomela, Irpienia, Borodzianki i wielu innych miejscowości, których nazwy zapamiętamy na zawsze wracali ich mieszkańcy. I chociaż nie było prądu, wody, gazu, a mieszkania zostały splądrowane to Ukraińcy z wielkim przekonaniem twierdzili, że miasta odbudują, że powróci tu życie i normalność. Ogrom zniszczeń i tragiczne historie mieszkańców, odkrywanie masowych grobów i rosyjskich katowni uświadamiały światu czym jest rosyjska „specjalna operacja wojskowa”, ale nie zastraszyły Ukraińców.

Ponad rok temu, zaraz po wyzwoleniu podkijowskiego Hostomela dotarliśmy tam z pomocą humanitarną. Leki, żywność, środki higieniczne, które dostarczaliśmy pochodziły ze zbiórek, darów od naszych Czytelników i Słuchaczy – czyli od Państwa. Miasto było zrujnowane: zbombardowane budynki, spalone domy, hipermarkety, pozrywane linie energetyczne, na drogach ostrzelane i spalone cywilne samochody. Ci którzy wracali próbowali organizować codzienne życie, odgruzowywali, pod blokami tworzono prowizoryczne kuchnie na ogniskach, remontowano trakcje, wodociągi. Żołnierze usuwali niewybuchy i miny.

W jednej z aptek zorganizowano punkt dystrybucji darów. Tam wtedy też trafiła pomoc przywieziona przez nas z Polski. W jej dostarczeniu na wyzwolone terytoria pomagali nam żołnierze ukraińskich Sił Specjalnych Operacji. Wśród osób, które zorganizowały pierwsze punkty pomocy była Lena. Sama wróciła do Hostomela dwa dni wcześniej i od razu zajęła się organizacją pomocy dla innych powracających i dla tych, którzy rosyjską okupację i walki przetrwali w mieście. Nagrywałem ją wtedy na schodach prowadzących do apteki: opowiadała jak wiele darów dociera do Hostomela, jak wiele osób pomaga. Okazało się, że sama jest właścicielką miejscowej kawiarni Mimi położonej na przeciwko apteki: „Już niedługo kawiarnia zacznie działać. Zapraszam Was!”. Córeczka Leny kilkuletnia Amira z dumą dodała, ze ona też w kawiarni pracuje. Wtedy to zaproszenie, wygłoszone pośród gruzów, rozstrzelanych samochodów, pozrywanych linii energetycznych brzmiało nie do końca realistycznie, zbyt optymistycznie.

Ponad rok później przypadkowo trafiamy na tę samą ulicę w Hostomelu. To tędy jedzie się w kierunku lotniska, na którym została zniszczona przez putinowskich barbarzyńców ukraińska „Mrija” (czyli po polsku Marzenie) - największy samolot świata. Do dzisiaj widać wypalony szkielet hangaru, ale Ukraińcy wierzą, że powstanie nowa Mrija, że zrealizują nowe Marzenie. Swoje marzenie zrealizowała Lena. Jej kawiarnia rzeczywiście działa, w środku uśmiechnięci goście, głównie młodzi ludzie, ukraińska muzyka i bawiąca się Amira. Pokazuję Lenie nagranie z kwietnia 2022 roku, na którym zaprasza nas do kawiarni. Cieszy się, że po roku skorzystaliśmy z zaproszenia i opowiada jak na początku przez miesiąc kawiarnia działała za darmo, jak razem z grupą mieszkańców stworzyli fundację „My w domu”, jak zorganizowali punkt niezłomności, gdzie można ogrzać się, skorzystać z pralek, prysznica i otrzymać ubrania. Punkt niezłomności powstał w byłym klubie dla pracowników miejscowego więzienia.

Jeden z wolontariuszy, kapelan Iwan opowiada przy tej okazji, że w Hostomelu w więzieniu wyrok odsiadywał Janukowycz. Nasi rozmówcy chętnie opowiadają o swojej pracy, ale skromnie nie mówią o sobie. Dopiero między słowami dowiadujemy się jak Iwan i mąż Leny wywozili ludzi z ostrzeliwanego Hostomela, jak organizował się ruch oporu. Dziś razem działają w fundacji na rzecz mieszkańców Hostomela. Dwadzieścia osiem osób organizuje pomoc i pracę punktu niezłomności. Niestety zewnętrznej pomocy jest coraz mniej. Lena stwierdza, że rozumie, że ludzie z innych krajów mogli już się zniechęcić, znudzić, zmęczyć wojną. Ukraińcy zmęczyć się nie mogą. Prosi, by podziękować tym, którzy wtedy pomogli mieszkańcom Hostomela. Od nas też dowiaduje się, że kilku żołnierzy z oddziału, który wtedy brał udział w wyzwalaniu miasta, a nam pomógł w dostarczeniu pomocy leży teraz rannych w szpitalu po walkach w Bachmucie. Dostajemy dla nich i ich towarzyszy kilkadziesiąt kilogramów czekolady. Na nich też zawsze czeka gościnna kawa w Hostomelu.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Odszkodowania i nowe miejsce dla działkowiczów w Trzebini

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Ukraińcy zmęczyć się nie mogą. Felieton kresowy Pawła Bobołowicza - Lubelskie Nasze Miasto

Wróć na bilgoraj.naszemiasto.pl Nasze Miasto