Roztoczańskie sosny. Dar dla piaszczystych wydm i nieurodzajnych „szczyrków”

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
Sosny obok popularnej plaży nad stawami "Echo" w Zwierzyńcu. Są piękne, ale ich korzenie wyglądają jak odnóża ogromnych pająków
Sosny obok popularnej plaży nad stawami "Echo" w Zwierzyńcu. Są piękne, ale ich korzenie wyglądają jak odnóża ogromnych pająków Bogdan Nowak
Sosna zwyczajna to symbol Roztoczańskiego Parku Narodowego i całego Roztocza. Podczas upalnych dni, zwłaszcza wieczorami, jej zapach jest tam wprost oszałamiający, piękny, balsamiczny. Zimą ośnieżone gałęzie tych majestatycznych drzew wznoszą się nad głowami wędrujących po leśnych duktach wędrowców. Są jak drogowskazy… i najlepsi, bo dobrze znani przyjaciele.

Gdy natomiast wieje jesienny lub wiosenny wiatr, charakterystycznie i kojąco szumią długie, sosnowe igiełki. W RPN zobaczymy i usłyszymy je niemal wszędzie. Sosny występują tam na większości siedlisk leśnych (są rodzajem „panującym” na ponad 57 procentach z nich). Ten gatunek dożywa 250 lat i rośnie do wysokości ponad 30 metrów.

Jego korzenie bywają imponujące, splątane. Czasami wyglądają jak odnóża ogromnych pająków. Można takie zjawisko oglądać np. obok popularnej plaży przy zwierzynieckich Stawach „Echo”. Sosny mają również wiele innych, fascynujących cech.

Przeciwko darciu w kościach

„Stara legenda mówi, że kiedy Pan Bóg stworzył polską ziemię i popatrzył na nią kontrolującym okiem, zauważył tu i ówdzie żółtą nagość suchych piasków, wypalonych słońcem, a tak łaknących wilgoci i roślinności, że aż ulitował się nad nimi w swoim dobrym sercu” – czytamy w książce Marii Ziółkowskiej pt. Gawędy o drzewach. „I wtedy specjalne dla nich, dla tych naszych szczyrków (chodzi o piasek na gliniastym podglebiu – przyp. red.) i kujaw (według słownika języka polskiego pod redakcją W. Doroszewskiego, kujawa to jałowy, nieurodzajny, piaszczysty grunt: piaszczysta wydma leśna), stworzył sosnę. Sosnę i złotą dziewannę.

Szczególnego uczucia litości Pan Bóg musiał doznać na Roztoczu. Bo ilość sosen jest w tym zakątku naszego kraju wręcz oszałamiająca... Sosna pospolita (pinus silvestris) to jednak ważne, piękne, okazałe drzewo. Jej pień jest zwykle mocny, strzelisty i prosty. Tak się dzieje jednak tylko wtedy gdy sosna rośnie w lesie – wśród innych drzew. Dlaczego? Musi się wtedy wspinać jak najwyżej (konkurować) w kierunku słońca. Gdy sosny rosną samotnie lub np. na skraju lasu, ich pnie i konary są zwykle fantazyjnie powyginane, rachityczne. Takie malownicze formy to podobno efekt działania silnych wiatrów, śniegów czy ulew, którym takie drzewo musi się samotnie przeciwstawić. Na takie sosny należało uważać.

„Nigdy kmieć wiedzący o zabobonie nie wywozi z lasu drzewa wiatrołomu, ani też pokrzywionego, krętego i kołtunowatego, bo w takim drzewie niby mieszka Złe, któreby jego samego pokrzywić mogło” – pisał Oskar Kolberg w 1884 r. w tomie swoich dzieł pt. „Lubelskie”.

Sosny mają igły ostre i wygięte. Niektóre z nich mogą mieć nawet siedem centymetrów długości. Ich kolor jest szarozielony, niebieskozielony „z woskowym nalotem”. Szyszki są natomiast zwykle matowe: popielate lub brązowe. Nasi przodkowie znaleźli dla nich „magiczne zastosowanie”. Popiół z sosnowych igieł przykładano np. na dziąsła. Uśmierzał podobno ból zębów. Jak pisze Maria Ziółkowska szyszki sosnowe i pęczki, które ugotowano i wypijano w serwatce, „wypijane zaraz po porannym pacierzu”, stanowiły skuteczny lek przeciwko „darciu w kościach, swędzeniu głowy, paskudnikom, czyli wrzodziankom, kamieniowi w dołku”. Na sosnę mogli liczyć także „dychawiczni”. Oni jedli na czczo jej nasiona.

„Natomiast wióry z trumny sosnowej, utarte na mąkę i uwarzone z gorzałką, a następnie wlane w pusty żołądek, przeciwdziałały rzekomo przepuklinie wynikłej z dźwigania nadmiernego ciężaru czy z nazbyt ciężkiej pracy” – notowała Maria Ziółkowska.

Nie można się witać na progu

Trudno wyliczyć zastosowanie sosen. Jej drewno zawsze było przez człowieka cenione. Chętnie drążono z sosny czółna, z drzazg sosnowych wykonywano łuczywa, ze ściętych pni „pędzono” smołę, wytaczano terpentynę i m.in. wyrabiano kalafonię. Używano go także powszechnie w budownictwie, przemyśle papierniczym czy stolarstwie. Z takiego drewna powstawały podłogi, krzesła, stoły, ale także m.in. progi. One były niesłychanie w domach ważne.

„Progi domowe są z pewną czcią szanowane powszechnie. Godny gospodarz zwykł mówić: każdy uczciwy człowiek progi moje przestąpić może” – czytamy w zapiskach Oskara Kolberga. „Nie można się przeto witać na progu, ani przez próg, albowiem to wielką, sąsiedzką nieprzyjaźń oznacza, dowodzi złe życzenie, a nawet sobie z tego wróżą jakieś nieszczęście (…). Nigdy żebrak zabobonny nie przyjmie chleba przez próg podanego (…), poronienia (poronione dzieci) zakopują pod progi (…), a zapytana o przyczynę kobieta powiedziała: co nasze, to nasze (…), jeżeli dziecko jest słabe i przyczyny dociec nie mogą, kładą go pod progiem, nakrywają deską (np., sosnową) w taki sposób, ażeby nie uległo żadnemu uszkodzeniu; a potem przez próg i przez deskę ponad niem leżącą, przepędzają prosięta, ażeby one z sobą niewiadomą zabrały chorobę.

Trumny wykonywano kiedyś najczęściej z drewna sosnowego. Dlaczego?

Wypatrywanie do towarzystwa

„Sama trumna sosnowa była przez długie wieki wręcz nieocenionym dobrodziejstwem zarówno dla umarłych, jak i pozostałych przy życiu” – zauważyła Maria Ziółkowska. „Pierwszym zapewniała spokój wieczny, sprawiała, że duchy ich godziły się z nową rzeczywistością i nie pragnęły wracać na ziemię z zaświatów”.

Na Zamojszczyźnie takie wierzenia przetrwały bardzo długo. Dlaczego jednak żywi także byli z sosnowych trumien zadowoleni? Dawały one podobno pewność, że „zmarły nie pociągnie ich za sobą”. Tak mogło się jednak stać tylko wtedy, gdy deski z których wykonana była trumna nie miały sęków, albo ich ilość była niewielka. A gdy już nie było innego wyjścia – nie znajdowały się one przynajmniej w okolicach głowy zmarłego. Bo przez taką dziurkę po sęku zmarły mógł sobie przecież „wypatrzeć kogoś do towarzystwa”.

W naszym kraju występują obecnie cztery gatunki sosny. Oprócz sosny pospolitej, zwanej także zwyczajną spotkany także: limbę, sosnę górską (czyli kosodrzewinę) i sosnę błotną (czasami jest ona uważana za odmianę kosodrzewiny).

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Strefa Biznesu - Sytuacja na rynku gastronomicznym

Materiał oryginalny: Roztoczańskie sosny. Dar dla piaszczystych wydm i nieurodzajnych „szczyrków” - Zamość Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na bilgoraj.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie